Dzieci OnLine

Proza - Nasza wspólna twórczość : )

Monik - Sro 08 Lis, 2006 17:44
Temat postu: Nasza wspólna twórczość : )
Był już taki pomysł (chyba dawno temu ; ) ) i wyszło z tego coś ciekawego, no więc można napisać jeszcze raz Tematyka dowolna.

Zaczynamy...

Edit:
Widzę, że pomysł nie został przyjęty entuzjastycznie ^^ Więc może ja zacznę.

***

Był ciemny wieczór. Biegłam prosto przed siebie ulicą. Mijały mnie jasne światła samochodów. Twarz zmoczona była łzami, zmierzwione włosy przyklejały się. Pęd wiatru oziębiał skórę, lecz i tak było mi okropnie duszno. Fizycznie i psychicznie. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. To było dla mnie tak niewiarygodne, jak jeszcze nic w życiu. A zarazem smutne, przykre. Złośliwe. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk klaksonu. W ostatniej chwili rzuciłam się na pobocze, a kierowca przejechał dalej karcąc mnie wzrokiem. O mało co mnie nie przejechał. Leżałam tak dalej w rowie i płakałam. Nie zwracałam uwagi na błoto czy zimno, ani na deszcz, który zaczął padać. Wszystko było mi obojętne. Czułam tylko narastającą gorycz w środku, której nie dało się zwalczyć.
Laki - Sro 08 Lis, 2006 19:43
Temat postu:
I znów przypomniały mi się te chwile, kiedy rzucił mnie na łóżko, zdjął spodnie, i zaczął powoli popychać do przodu i do tyłu...

BTW: Świetnie piszesz Monik, : )
Monik - Czw 09 Lis, 2006 20:10
Temat postu:
Wzdrygnęłam się na samą myśl przemyślenia tamtych wrażeń. Jednak nie samo to było straszne, lecz późniejsze wydarzenia były horrorem.
Na szczęście, z cofnięcia się w przeszłość odepchnął mnie pewien dźwięk. Usłyszałam stukot kobiecych obcasów. Obok mnie przeszła elegancka kobieta w średnim wieku.
-Pomóc w czymś? -spytała - Coś ci się stało? -odpowiedziałam jej szlochem. Kobieta w szpilkach przykucnęła obok mnie -Nie powinnaś być teraz w domu, zamiast leżeć tu, na ziemi, w deszczu? -zerknęła na srebrny zegarek, umieszczony na przegubie ręki. -Jest po jedenastej.
-Nie mam po co wracać do domu... Oni mnie tam wyklą, a potem wyrzucą... Ja wiem, co robią z takimi, jak ja -elegantka wstała a następnie podała mi dłoń.
-Chodź. Przynajmniej pójdziesz do mnie. Ja cię nie wyrzucę -zdziwiła mnie jej wielkoduszność Nie chciałam brudzić jej wypielęgnowanej, czystej ręki więc wstałam sama. Otarłam łzy wierzchem dłoni.
-Ależ ja nie chcę robić kłopotu... -zaczęłam.
-Nie zrobisz. Chodź, dziecino -jej ciepły głos był naprawdę kojący. Wprost otulał zimne, twarde słowa w ciepłe barwy.

Gdy weszłyśmy do jasnego, przestronnego mieszkania pani Małgorzaty, zaprosiła mnie gestem dłoni na krzesło przy stole. Zaparzyła herbatę i, wręczając mi kubek, usiadła przy mnie.
-A więc... Opowiedz mi, co się wydarzyło -zmieszałam się trochę. Z jednej strony było mi wstyd, a z drugiej chciałam to wyrzucić. No i miałam dług wobec pani Małgorzaty.


***

BTW: Ale się rozpisałeś ;p

Za pochwały dziękuję ^^
Laki - Czw 09 Lis, 2006 22:16
Temat postu:
Monik, Masz chyba małą rozbieżność w tekscie Razz
Jak ta kobieta mogła przejść skoro, ta dziewczynka szła ulicą, a nie chodnikiem(jak to wcześniej pisałaś).

[ Dodano: Czw 09 Lis, 2006 21:30 ]
***


Zaczęłam jej opowiadać mą historię...
- Wyszłam z domu o 16 i udałam się w niegościnne tereny północnej strony 98 Aleji. Miałam przygotować materiał do szkolnej telewizji o beznadziei i warunkach w jakich uczą się dzieci z okolicy...Na początku wszystko toczyło się dobrze, od razu jak przeszłam koło znaku 98 Aleji , zainteresowała się mną ciemno skóra Emely. Wiedziałam, że jest tubylcem, ponieważ to jedyna dzielnica, do której murzyni mają wstęp w moim mieście. Biali odebrali im wszelkie prawa, pozwoli tylko tutaj żyć . Najbardziej zdziwiła mnie ich dobroć wobec mnie(przedstawicielki rasy białej). Nie czuli się urażeni tym, że to my zadaliśmy im tyle cierpienia. Zebrałam materiał i szykowałam się do udania do domu, aż tu nagle moja "przewodniczka" zniknęła i zobaczyłam tylko po chwili......

* to opowiadanie nie ma na celu obrażania której kolwiek z ras i nie przejawia przemocy na tle rasistowskim
Monik - Pią 10 Lis, 2006 18:12
Temat postu:
Laki napisał/a:
Jak ta kobieta mogła przejść skoro, ta dziewczynka szła ulicą, a nie chodnikiem(jak to wcześniej pisałaś).

Kobieta też szła ulicą Razz
Laki - Pią 10 Lis, 2006 20:27
Temat postu:
Monik napisał/a:
Kobieta też szła ulicą Razz

Wątpił bym trochę w sens Razz Czekam na kolejne twe opowiadanie, bo dobrze piszesz.
Monik - Pią 10 Lis, 2006 22:06
Temat postu:
-zamyśliłam się na chwilę.
-Hm? Co zobaczyłaś? -delikatnie nalegała na odpowiedź pani Małgorzata.
-Emely - zaczęłam - szła z grupką czarnoskórych... Uśmiechała się drwiąco. Nagle zrozumiałam, co jest nie tak. Emely nie miała dobrych zamiarów. Powoli zaczęłam się oddalać w przeciwną stronę. Nie chciałam biec gwałtownie, aby nie prowokować pościgu. -zawiesiłam głos. Znów przypomniały mi się te dziwne okrzyki w innym języku. Szarpnięcie.
-Kochana... Co z tobą? -kobieta wygladała na wyraźnie przerażoną - Zaczęłaś się dziwnie zachowywać...
-Przepraszam -odparłam szybko i, biorąc głęboki oddech, kontynuowałam opowieść - Emely powiedziała do kolegów coś w obcym języku... Oni przyspieszyli kroku. Ja również. W końcu zaczęłam biec, ale przeliczyłam swoje szanse. Oni szybko mnie dogonili, pokrzykiwali coś... Potem jeden z nich szarpnął mnie za ramię. Odganiałam się. A oni -urywam na chwilę. Upijam łyk herbaty, oddycham głęboko - zaciągnęli mnie do domu...

Laki napisał/a:
Wątpił bym trochę w sens

Dlaczego? Przecież nie pisałam, że dziewczyna szła ulicą na odludziu... Jechał tamtędy samochód, prawda? A kobieta, no... Mogła z pracy wracac, o Razz
Laki - Pią 10 Lis, 2006 23:58
Temat postu:
...dom przypominał dom publiczny z dzielnicy Czerwonych Latarnii. Wszędzie walały się czasopisma o treści pornograficznej, papierki, kilka chustek z jak mi się wydawało plamami krwi.
- Więcej szczegółów nie mogłam zapamiętać- odparłam
- Ponieważ jak dotąd miły Johan rzucił mnie na kanapę, która wyglądała jakby była jedynym miejscem na którym można się przespać w okolicy- kolejny łyk herbaty i kolejna kropla gorącego napoju na mej i tak przemoczonej i brudnej bluzce
- Emely zaczęła mi ściągać spodnie, przeszkadzałam jak mogłam, aż nagle weszła osoba wyglądająca na +/- 45lat, uderzająco podobna do Johana- promyk nadziei w mej głowie, ale po chwili wyjął taśmę samoklejącą i związał me dłonie....
Monik - Sob 11 Lis, 2006 10:31
Temat postu:
-pani Małgorzata patrzyła na mnie współczująco - Dalej już się chyba pani domyśla? -spytałam z nadzieją, iż nie będę musuiała kończyć.
-Tak, tak... -przytaknęła kobieta. Wstała z krzesła i przyniosła ciasteczka. -Dlaczego uważasz, że rodzice wyrzucą cię z domu? -zmieszałam się.
-Wie pani, jak to jest z dziewczynami, które już...
-Ale to ne była twoja wolna wola - przerwała mi wybawczyni - uważam, że powinnaś nawet zgłosić to na policję -wzburzyłam się. Wstałam energicznie.
-I jeszcze czego? Opowiadać jakiemuś staremu policjantowi o tym, co mi robili? W życiu! -krzyknęłam i wyszłam z mieszkania. Szybko zbiegłam po schodach i znalazłam się przed blokiem, w którym mieszkałam pani Małgorzata.
Nikita - Nie 12 Lis, 2006 19:16
Temat postu:
Rozpłakałam się. Zupełnie nie wiedziałam co robić, gdzie dalej iść. Po chwili jednak usłyszałam za sobą kroki. Pani Małgorzata wybiegła z klatki i próbowała mnie zatrzymać.
- Uspokój się. Wróć do mieszkania. Nie puszczę cię samą, jest już bardzo późno!
- Chyba już nic gorszego i bardziej upokarzającego nie może mi się przytrafić ?!

(moja pierwsza próba pisania czegoś w rodzaju opowiadania ; ) )
Monik - Sob 18 Lis, 2006 10:04
Temat postu:
-pani Małgoprzata zamyśliła się.
-Najlepiej będzie, jak pójdziesz do domu - zaczęła, ale widząc, jak otwierają mi się usta aby zaprzeczyć, uspokoiła mnie trochę - Mogę iść z tobą. Zaręczam ci, iż kiedy wyrzucą cię z domu - czego nie zrobią na pewno - przyjmę cię do siebie -dała mi czas na namyślenie się - Korzystaj z pomocy, którą ktoś ci ofiaruje, bo potem możesz nie mieć następnej szansy.
-Dobrze - odparłam w końcu - chodźmy -ruszyłyśmy przed siebie alejką. Lampy ostro oświecały nam drogę. Nie rozmawiałyśmy po drodze.
Kiedy stanęłyśmy przed moim domem zawahałam się.
-Nie, nie mogę... -wymigiwałam się.
-Owszem, możesz. No, już -weszłyśmy przez bramkę. Powoli wchodziłam po schodkach. W końcu nacisnęłam klamkę drzwi. Nie ustępywała. "Cholera!" - pomyślałam. "Trzeba zadzwonić" Pani Małgorzata odgadnęła moje myśli i nacisnęła na dzwonek. Rozbrzmiał głośno w całym domu. Po chwili zachrzęścił zamek i drzwi uchyliły się, ukazując moją mamę. "Teraz albo nigdy!"

[ Dodano: Sob 18 Lis, 2006 09:06 ]
Nikita napisał/a:
(moja pierwsza próba pisania czegoś w rodzaju opowiadania ; ) )

I jak na pierwszą próbę, nieźle Ci idzie (; Ale... Naprawdę nic nigdy nie pisałaś? Ja już "wydałam" (czyt.: wydrukowałam dla rodziny kilka egzemplarzy) jedną książkę, zaczęłam pisać już chyba... Hm... 5, ale wszystkie pokasowałam, no i teraz piszę sobie opowiadanie, nie tylko to : )
Nikita - Nie 26 Lis, 2006 19:00
Temat postu:
Mama ze łzami w oczach przytuliła mnie mocno.
- Gdzie ty byłaś?! Szukaliśmy cię wszędzie, martwiliśmy się o Ciebie. Nie wiedzieliśmy gdzie jesteś, czemu nie wracasz... Miałaś zrobić ten materiał i o 16-stej wrócić do domu.
Nie byłam w stanie odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie. Nie wytrzymałam, rozpłakałam się.
- Kingo, co się stało? Coś złego? Uspokój się i wejdź do środka.
- A pani? Kim pani jest? O co chodzi? - mama zwróciła się do pani Małgorzaty.
- Przepraszam, nie przedstawiłam się. Nazywam się Małgorzata Wojciechowska. Zaraz pani wszystko wyjaśnimy.
Monik - Nie 26 Lis, 2006 21:59
Temat postu:
Weszłyśmy do przedpokoju. Mama w świetle zobaczyła, jaka brudna i przemoczona jestem.
-Dziecko, coś ty zrobiła? Jak ty wyglądasz? -mama zdezorientowana wycierała dłońmi łzy z mej twarzy i odgarniała włosy. Potem mocno przytuliła. -Co się z tobą działo? Tak bardzo się martwiliśmy. -spuściłam głowę. Pani Małgorzata wtrąciła nagle:
-Może usiądziemy? Jeśli nie ma pani nic przeciwko... Może ja wyjaśnię nieobecność pani córki? Dla niej może być to trudne. -obejrzałam się na kobietę z wdzięcznością. Mama niepewnie zaprosiła nas na kanapę.
-Proszę. -usiadła. Siedziałam pomiędzy mamą a panią Małgorzatą.
-Pani córka... -matka szarpnęła moją dłoń i przytuliła do twarzy. Jeszcze nie widziałam jej w takim stanie. Jej oczy nasycone były strachem. Pani Małgorzata zmieszała się. Odchrząknęła. -Pani córka przeżyła coś, czego nie życzyłabym nikomu. Ale niech się pani nie denerwuje. Jest bardzo odważna. Odważyła się wyjawić mi i pani prawdę. Nie krzyczy, nie histeryzuje... Niech pani zachowa się tak samo. Przepraszam za nakazywanie czegoś pani, ale tak wypadałoby nagrodzić tę młodą osobę za odwagę. -popatrzyłam na nią z nieukrywanym zdziwieniem. Potrafiła bardzo ładnie się wypowiadać. I miała rację. Nie przeżyłam tego jak inne dziewczyny. Owszem, jestem zdruzgotana. Ale nie pokazuję tego tak bardzo. Wiem, że to mi nie pomoże. Chwila załamania była zaraz po tym, jak leżałam na ulicy. I wtedy przyszła pani Wojciechowska. Jaki to kawał czasu temu... Mam wrażenie, że upłynęła wieczność. Wieczność w smutku i cierpieniu, w goryczy, rozpaczy, we wstydzie... To ogromny ból. Ból umysłu. Ból świadomości. Świadomości, że to nie nasza wina, ale i tak my za nią ponosimy odpowiedzialność...

***

Ninka, ślicznie Ci wychodzi : )) Może i nie znam się na tym, ale potrafię powiedzieć, co mi się podoba, a co nie Wink
Nikita - Pią 22 Gru, 2006 19:19
Temat postu:
- Otóż Kinga, pani córka podczas przygotowywania tego całego materiału została zaciągnięta do obcego domu przez grupę czarnoskórych rówieśników mieszkających właśnie na 98 Aleji. Tam... - pani Małgorzata przerwała na parę sekund - ... została rozebrana i w brutalny sposób upokorzona... Znalazłam ją przy szosie, była zdruzgotana i nie wiedziała co ma robić, bała się wrócić do domu. Nie wiedziała co powiedzieć...

- Boże, to nie może być prawda! - krzyknęła mama Kingi. - Musimy zadzwonić na policję! Córeczko, tylko proszę nie płacz. Czemu nie poszłam tam z Tobą?! Przecież wiadomo było, że to niebezpieczna dzielnica. Dlaczego ja się zgodziłam na ten materiał?! - zdenerwowana zaczęła zadawać tysiąc pytań na sekundę samej sobie - Dziękuję... - kontynuowała - ... pani za opiekę nad Kingą. Bardzo pani dziękuję.

(Monik, dziękuję ; ) Ale Twoje teksty są o wiele lepsze i nie zaprzeczaj ; ))

Piszcie coś nowego, zieeeeew.
Monik - Pon 14 Maj, 2007 19:10
Temat postu:
-Ależ nie ma za co - odparła pani Wojciechowska nie fałszywie, jak wszyscy inni którzy mówią, że nie ma za co, a tak naprawdę na to liczyli. Nie, ona nie udawała. -Pani zrobiłaby na moim miejscu to samo. - Mama Kingi spuściła wzrok. Wiedziała, że niekoniecznie potrafiłaby zaprosić całkowicie obcą, brudną dziewczynę za progi swego domu, a potem jeszcze tłumaczyć jej rozterki w czyimś mieszkaniu jej rodzicom.
-Właściwie to ja się jeszcze pani nie przedstawiłam - przypomniała sobie - Jestem Alicja.
-Małgorzata. - panie chwilkę siedziały w ciszy, słychać było jedynie tłumione łkanie. - To może ja już pójdę... - stwierdziła wybawczyni, podrywając się z kanapy.
-Jestem pani wdzięczna bardzo wiele - zaczęła mama Kingi, również wstając - Może przyszłaby pani do nas jutro na obiad? Mogłabym się jakoś odwdzięczyć.
-Wie pani, nie chcę robić kłopotu. Może będziecie chcieli porozmawiać sobie sami, w spokoju... -tłumaczyła Małgosia.
-Dzisiejszy dzień się jeszcze nie skończył. Mamy czas. - zapewniła Alicja. Ona również była silną kobietą, jak jej córka.
-W takim razie przyjdę. O której pani pasuje?
-Myślę, że mogłaby pani wpaść koło czternastej, jeśli by to pani odpowiadało. Bo może pani pracuje...? - zawahała się.
-Nie, w końcu jutro sobota. - uśmiechnęła się - A więc do jutra. Trzymaj się, Kinia.
-Do widzenia pani. Jeszcze raz dziękuję za wszystko - mama odprowadziła ją wzrokiem pociągając nosem. Szybko zamknęła drzwi i pognała do salonu. Zastała córkę wpatrującą się ślepo za okno. - Córeczko... - Kinga odwróciła się w stronę matki i gdy nie zobaczyła w jej oczach gniewu czy wyrzutów, wybuchła płaczem i rzuciła się w jej ramiona.


***

Dawno nikt nic nie pisał Smile Mogą być błędy językowe typu powtórzenia "Małgorzata" itd., ale dawno nie pisałam w tym temacie i nie pamiętam, kto, jakiego słowa użył ; )

2.0 Powered by phpBB modified v1.9 by Przemo © 2003 phpBB Group